Przepraszam ><
Ayanami
Lekcje, jak to lekcje dłużyły się. Starałam się wszystko ciężko zapisywać, ale... cóż... nie wszystkie słowa były dla mnie zrozumiałe, w końcu do perfekcji z angielskiego jeszcze mi brakowało, wiec notatki miałam niepełne. Siadałam w pierwszej ławce, bo tylko ona była wolna. Ciężko było mi się przestawić, że każda lekcja była w oddzielnej sali. W Japonii tylko W-F był gdzie indziej. Rozglądałam się po klasie. Odróżniałam już parę osób po imionach, ale najbardziej w oczy rzucił mi się niejaki Brad. Podczas lekcji historii biegł do łazienki, z nieznanych mi powodów, i niechcący potrącił piórnik jednej z dziewczyn i na podłogę wysypały jej się wszystkie ściągi. Podniosła straszliwy wrzask i wołała "Brad! Zabije cie!" Na przerwach mogliśmy nie wychodzić z klasy i wiele osób z tego korzystało, w tym ja. Parę osób podeszło do mnie i przywitało się. Ucięliśmy sobie nawet pogawędkę. Polubiłam dziewczyny z klasy. Zwłaszcza Emily, która postanowiła zapoznać się ze mną jako i pierwsza i tym uzyskała moje względy. Zauważyłam, że Tetsu siedział sam. Parę chłopaków chciało z nim usiąść, ale wydawał się chłodny i odległy. Może po prostu był nieśmiały? Może powinnam do niego podejść? W końcu nowi dogadują się najlepiej! Właśnie miałam podnieść się z miejsca kiedy tuż obok mnie, dosłownie, "wylądowała" jakaś dziewczyna. Pojawiła się jak wystrzelona z procy, a za nią uniósł się kwiatowy zapach, jakby ktoś założył perfumerie pod moją ławką.
- Hej. Jestem Luiza, ale mów mi Laeti.
Nowo poznana dziewczyna była przestraszliwie piękna. Miała długie, złote włosy, które filuternie zaczepiały się jeden o drugiego. Jej duże oczy sprawiały, że można było w nich utonąć, usta miała kształtne o pięknym malinowym kolorze, a skórę białą jak śnieg.
- Hej. Mam na imię Ayane. Miło...
- Wiem, wiem w końcu jesteś nowa - przerwała mi. - Chcesz się ze mną zakolegować? Aż szkoda patrzeć jak siedzisz tu z... takimi ludźmi.
- "Takimi" ludźmi? Czy ty wiesz co ty mówisz?
Laeti wybałuszyła oczy. Kilka dziewczyn nerwowo opuściło wzrok, a inne odsunęły się. Jedna z nich dyskretnie szepnęła mi na ucho:
- Lepiej dla ciebie żebyś poszła.
Inne pokiwały leciutko głowami. . Wstałam i poszłam za Laeti, posyłając w stronę skromnych, ale na pewno milszych koleżanek tęskne spojrzenie. Usiadłyśmy na końcu sali. Były tam jeszcze dwie inne dziewczyny: blondynka i brunetka. Chichotały cichutko patrząc to na nas, to na siebie. Laeti usiadła naprzeciwko mnie.
- To jest Charlotte - wskazała na brunetkę - a ta blondyna to Amber. Och! Właśnie Ayane, nie chciałabyś może skoczyć mi po coś do picia? Jestem strasznie spragniona, a odwodnienie nie najlepiej służyłoby mojej skórze.
- Mnie też!
- I mnie!
Właściwie nie miałam zamiaru nigdzie iść, ale nie chciałam podpadać już pierwszego dnia. Czy to tak jest w Ameryce?
- A gdzie jest automat? - zapytałam.
- Korytarzem w lewo. Na pewno nie przeoczysz kochana - Laeti uśmiechnęła się do mnie promiennie.
Wstałam, wiec i poszłam. Nie bardzo mi to pasowało, ale dziewczyna wyglądała na popularną, a jak to było u nas w Japonii, popularni przyciągali ludzi. Nie miałam pojęcia co im wziąć, a automat był dalej niż mi się wydawało. Ale był! Stał tam! Wielki automat na końcu korytarza. Miał... pełno przycisków i... guzików i... nie miałam pojęcia jak to coś się obsługuje. Zauważyłam, że w moją stronę idzie jakaś dziewczyna. Byłam uratowana! Po chwili zorientowałam się, że jest z mojej klasy. To ta druga Japonka!. Była całkiem ładna. Najbardziej w oczy rzucały się długie, różowe włosy. Niektórzy uważaliby to za nienormalne, ale w końcu ja miałam niebieskie kosmyki. Nie wyglądały na pofarbowane. Czyżby druga osoba taka jak ja? Zbliżała się do mnie, a ja dostrzegłam coś co mną poruszyło. Jej oczy. Były pełne bólu, cierpienia i żalu. Kto mógł jej zrobić taką krzywdę, że teraz wyglądała tak smutno? Zauważyła mnie i przybrała obojętną minę, ale ja widziałam. Widziałam to, czego pewnie nikt inny nie dostrzegał. Chciała przejść pewnie obok mnie, ale złapałam ją delikatnie za rękę.
- Przepraszam, ale nie umiem tego użyć. Mogłabyś mi pomóc?
Spojrzała na mnie niepewnie, jakby się mnie wystraszyła, ale po chwili wzięła ode mnie drobne i pokazała mi co i jak. Wzięłam dla Laeti i reszty sok pomarańczowy, bo on wydawał mi się odpowiedni i poszłam za dziewczyną do naszej klasy.
- A właśnie, bo my chyba jesteśmy w tej samej klasie co?
Wygramoliłam rękę spod soków i wyciągnęłam ją w stronę różowowłosej koleżanki.
- Jestem Ayane, a ty?
Stałam na środku korytarza z wyciągniętą ręką, z ciążącymi butelkami soku, a ona patrzyła to na moją dłoń, to na mnie i chyba nie była pewna czy uściskać, czy nie. Byłam ciekawa co siedziało jej w głowie, ale w końcu chwyciła mnie.
- Mam na imię Inori.
Uśmiechnęłam się promiennie. Cieszyłam się, bo wyglądało na to, że mi zaufała choć odrobinę. Zaciekawiła mnie ta dziewczyna. Ujrzałam promyk nadziei w jej oczach. Nie wiedziałam co przeżyła, ale widziałam, że potrzebowała odrobiny oparcia i zrozumienia, a to wszystko było wypisane w jej spojrzeniu. Potrafiła utrzymać maskę, która osłaniała jej prawdziwe uczucia, ale w tej chwili pozwoliła wypłynąć wszystkim ukrytym emocjom, na światło dzienne. Później razem już szłyśmy w stronę klasy. Inori okazała się być inteligentną osóbką, z którą potrafiłam nieźle się dogadać. Rozumiała od razu o czym mówię i zdarzyło się, że dokończyła za mnie zdanie. Po chwili znalazłyśmy się z powrotem pod naszą klasą, w której za chwile mieliśmy mieć WOSz, który okazał się nie być Wiedzą o Społeczeństwie, a Wiedzą o Shikich. Inori zatrzymała się nagle.
- Lepiej wejdźmy osobno - powiedziała.
- Hmm...? Stało się coś?
- Lepiej by było... gdybyśmy weszły osobno.
- Ale... dlaczego?
- Po prostu. Wiesz... nie chcesz chyba żeby już rozniosły się plotki co? Najpierw zapoznaj się z całą klasą.
Kończąc zdanie weszła do klasy, a ja stałam chwile osłupiała. To była próba dobrego uczynku, czy spławienia mnie? Chwile później miałam dowiedzieć się dlaczego Inori tak się zachowała. Podeszłam do stolika Laeti, Charlotte i Amber.
- Zobaczcie na tą Inori, jak ona wygląda. Trzeba znowu podrzeć jej te bluzeczkę, bo przecież wygląda koszmarnie! I mam nowy pomysł na pinezki w butach. A Ayane? Może jeszcze coś z niej będzie, ale jak na razie jest Japonką, tak jak tamta Brudaska. Obie są obcokrajowcami. Niech dowiedzie, że jest nas warta.
Usłyszałam szept Laeti. Inori? Prześladowana? Może to dlatego nie chciała żebym weszła do klasy razem z nią. Biedna, a ja jej nie ufałam. I... dlaczego one są uprzedzone do Japonii? Czyżby to dotyczyło Inori? Nie chciałam znowu być prześladowana, tak, jak dawno temu wiec postanowiłam najpierw zrozumieć o co w tym chodziło. Po chwili znów usłyszałam "ten" głos.
- Och, skarbie! Wróciłaś! - podałam im napoje i resztę pieniędzy - Ojej! Nie mogę tego wypić. Jestem uczulona. Idź jeszcze raz, ale biegiem, bo nie mam zamiaru czekać - powiedziała Laeti uśmiechając się tak jak to ona umiała.
- Ale... mogłaś mi powiedzieć! Idź i wybierz sobie. To nie jest tak daleko i weźmiesz to co chciałaś.
Laeti zrobiła naburmuszoną minę i powiedziała głośniej niż to było konieczne:
- Nie musisz na mnie krzyczeć.
Zrobiła płaczliwą minkę, a wszyscy spojrzeli się na nas. Ach, tak. Wiec to taką jest osobą. Westchnęłam i chciałam już iść z powrotem, ale zadzwonił dzwonek. Wróciłam na swoje miejsce, czując na sobie złowrogie spojrzenia chłopców. To fakt, była śliczna, wiec nic dziwnego, że chłopcy na nią lecieli. Do tego jeszcze "starała się" wyglądać na uroczą i niewinną. Do klasy wszedł nauczyciel. Wyglądał groźnie i ponuro, ale trzeba było mu przyznać, że opowiadał ciekawie. Prowadził wykład na temat Shikich (nie będę przepisywać patrz "Rozdział III"). Już byłam pewna, który przedmiot będzie moim ulubionym. Nie miałam lekcji WOSz'u w mojej szkole, ale kiedy Shiki ujawnili się, ludzie zaczęli dowiadywać się pewnych rzeczy na własną rękę, a w niektórych szkołach powstały zajęcia uczące ich historii i zwyczajów. Shiki to dla mnie straszne i okrutne istoty, które nie mają sumienia i zabijają bez skrupułów. Poczuli się pewniej, wiedząc, że nie muszą już dłużej ukrywać swojego sekretu, a ludzie, bojąc się ich, wypowiedzieli im wojnę. Zdania są podzielone. Niektórzy sądzą, że Shiki odmawiając nam wojny, nie chcą walczyć tylko stworzyć wspólny świat, w którym będziemy wzajemnie sobie pomagać. Inni uważają, że te Demony dopiero czają się i zbierają siły, aby stoczyć krwawą walkę, wyniszczyć ludzkie plemię i stworzyć Ziemie, nad którą będą panować oni sami. Ja nie mam zdania. Zdaje sobie sprawę, że są Shiki, którzy pomagają ludziom lecząc ich lub po prostu są dobrymi sąsiadami, ale nie potrafię się ich nie bać. Po tym co mi zrobili... Wciąż nie potrafię im zaufać.
Wstałam, wiec i poszłam. Nie bardzo mi to pasowało, ale dziewczyna wyglądała na popularną, a jak to było u nas w Japonii, popularni przyciągali ludzi. Nie miałam pojęcia co im wziąć, a automat był dalej niż mi się wydawało. Ale był! Stał tam! Wielki automat na końcu korytarza. Miał... pełno przycisków i... guzików i... nie miałam pojęcia jak to coś się obsługuje. Zauważyłam, że w moją stronę idzie jakaś dziewczyna. Byłam uratowana! Po chwili zorientowałam się, że jest z mojej klasy. To ta druga Japonka!. Była całkiem ładna. Najbardziej w oczy rzucały się długie, różowe włosy. Niektórzy uważaliby to za nienormalne, ale w końcu ja miałam niebieskie kosmyki. Nie wyglądały na pofarbowane. Czyżby druga osoba taka jak ja? Zbliżała się do mnie, a ja dostrzegłam coś co mną poruszyło. Jej oczy. Były pełne bólu, cierpienia i żalu. Kto mógł jej zrobić taką krzywdę, że teraz wyglądała tak smutno? Zauważyła mnie i przybrała obojętną minę, ale ja widziałam. Widziałam to, czego pewnie nikt inny nie dostrzegał. Chciała przejść pewnie obok mnie, ale złapałam ją delikatnie za rękę.
- Przepraszam, ale nie umiem tego użyć. Mogłabyś mi pomóc?
Spojrzała na mnie niepewnie, jakby się mnie wystraszyła, ale po chwili wzięła ode mnie drobne i pokazała mi co i jak. Wzięłam dla Laeti i reszty sok pomarańczowy, bo on wydawał mi się odpowiedni i poszłam za dziewczyną do naszej klasy.
- A właśnie, bo my chyba jesteśmy w tej samej klasie co?
Wygramoliłam rękę spod soków i wyciągnęłam ją w stronę różowowłosej koleżanki.
- Jestem Ayane, a ty?
Stałam na środku korytarza z wyciągniętą ręką, z ciążącymi butelkami soku, a ona patrzyła to na moją dłoń, to na mnie i chyba nie była pewna czy uściskać, czy nie. Byłam ciekawa co siedziało jej w głowie, ale w końcu chwyciła mnie.
- Mam na imię Inori.
Uśmiechnęłam się promiennie. Cieszyłam się, bo wyglądało na to, że mi zaufała choć odrobinę. Zaciekawiła mnie ta dziewczyna. Ujrzałam promyk nadziei w jej oczach. Nie wiedziałam co przeżyła, ale widziałam, że potrzebowała odrobiny oparcia i zrozumienia, a to wszystko było wypisane w jej spojrzeniu. Potrafiła utrzymać maskę, która osłaniała jej prawdziwe uczucia, ale w tej chwili pozwoliła wypłynąć wszystkim ukrytym emocjom, na światło dzienne. Później razem już szłyśmy w stronę klasy. Inori okazała się być inteligentną osóbką, z którą potrafiłam nieźle się dogadać. Rozumiała od razu o czym mówię i zdarzyło się, że dokończyła za mnie zdanie. Po chwili znalazłyśmy się z powrotem pod naszą klasą, w której za chwile mieliśmy mieć WOSz, który okazał się nie być Wiedzą o Społeczeństwie, a Wiedzą o Shikich. Inori zatrzymała się nagle.
- Lepiej wejdźmy osobno - powiedziała.
- Hmm...? Stało się coś?
- Lepiej by było... gdybyśmy weszły osobno.
- Ale... dlaczego?
- Po prostu. Wiesz... nie chcesz chyba żeby już rozniosły się plotki co? Najpierw zapoznaj się z całą klasą.
Kończąc zdanie weszła do klasy, a ja stałam chwile osłupiała. To była próba dobrego uczynku, czy spławienia mnie? Chwile później miałam dowiedzieć się dlaczego Inori tak się zachowała. Podeszłam do stolika Laeti, Charlotte i Amber.
- Zobaczcie na tą Inori, jak ona wygląda. Trzeba znowu podrzeć jej te bluzeczkę, bo przecież wygląda koszmarnie! I mam nowy pomysł na pinezki w butach. A Ayane? Może jeszcze coś z niej będzie, ale jak na razie jest Japonką, tak jak tamta Brudaska. Obie są obcokrajowcami. Niech dowiedzie, że jest nas warta.
Usłyszałam szept Laeti. Inori? Prześladowana? Może to dlatego nie chciała żebym weszła do klasy razem z nią. Biedna, a ja jej nie ufałam. I... dlaczego one są uprzedzone do Japonii? Czyżby to dotyczyło Inori? Nie chciałam znowu być prześladowana, tak, jak dawno temu wiec postanowiłam najpierw zrozumieć o co w tym chodziło. Po chwili znów usłyszałam "ten" głos.
- Och, skarbie! Wróciłaś! - podałam im napoje i resztę pieniędzy - Ojej! Nie mogę tego wypić. Jestem uczulona. Idź jeszcze raz, ale biegiem, bo nie mam zamiaru czekać - powiedziała Laeti uśmiechając się tak jak to ona umiała.
- Ale... mogłaś mi powiedzieć! Idź i wybierz sobie. To nie jest tak daleko i weźmiesz to co chciałaś.
Laeti zrobiła naburmuszoną minę i powiedziała głośniej niż to było konieczne:
- Nie musisz na mnie krzyczeć.
Zrobiła płaczliwą minkę, a wszyscy spojrzeli się na nas. Ach, tak. Wiec to taką jest osobą. Westchnęłam i chciałam już iść z powrotem, ale zadzwonił dzwonek. Wróciłam na swoje miejsce, czując na sobie złowrogie spojrzenia chłopców. To fakt, była śliczna, wiec nic dziwnego, że chłopcy na nią lecieli. Do tego jeszcze "starała się" wyglądać na uroczą i niewinną. Do klasy wszedł nauczyciel. Wyglądał groźnie i ponuro, ale trzeba było mu przyznać, że opowiadał ciekawie. Prowadził wykład na temat Shikich (nie będę przepisywać patrz "Rozdział III"). Już byłam pewna, który przedmiot będzie moim ulubionym. Nie miałam lekcji WOSz'u w mojej szkole, ale kiedy Shiki ujawnili się, ludzie zaczęli dowiadywać się pewnych rzeczy na własną rękę, a w niektórych szkołach powstały zajęcia uczące ich historii i zwyczajów. Shiki to dla mnie straszne i okrutne istoty, które nie mają sumienia i zabijają bez skrupułów. Poczuli się pewniej, wiedząc, że nie muszą już dłużej ukrywać swojego sekretu, a ludzie, bojąc się ich, wypowiedzieli im wojnę. Zdania są podzielone. Niektórzy sądzą, że Shiki odmawiając nam wojny, nie chcą walczyć tylko stworzyć wspólny świat, w którym będziemy wzajemnie sobie pomagać. Inni uważają, że te Demony dopiero czają się i zbierają siły, aby stoczyć krwawą walkę, wyniszczyć ludzkie plemię i stworzyć Ziemie, nad którą będą panować oni sami. Ja nie mam zdania. Zdaje sobie sprawę, że są Shiki, którzy pomagają ludziom lecząc ich lub po prostu są dobrymi sąsiadami, ale nie potrafię się ich nie bać. Po tym co mi zrobili... Wciąż nie potrafię im zaufać.
***
Wracając do domu spotkałam jeszcze Laeti, i jej szajkę, która posłała mi nieprzyjemny uśmiech. W końcu poszłam jej po ten napój, ale nie sadzę, abym potrafiła zaprzyjaźnić się z nią na dłużej. Inori unikała mnie do końca dnia, a chciałam z nią porozmawiać. Może ona jedna wytłumaczyłaby mi co się właściwie działo w naszej klasie. Będąc w moim ślicznym pokoiku, wzięłam zeszyt od WOSzu i opadłam bezwładnie na łóżko, chcąc się pouczyć na kartkówkę, którą zadał profesor Jackson. Lekcja była ciekawa, tym bardziej, że do odpowiedzi wyrwał się Tetsu Aida, który zaprzeczał, że królewicz Świata Nieumarłych, Taito Yukatarashi, jest zły i niegodziwy. Mógł mieć swoje zdanie w tej sprawie, ale i tak pan Jackson zostawił go po lekcjach. Musiał być ostrym nauczycielem. Zamyślona oparłam się o ścianę, w miejscu plakatu z zespołem Breaking Benjamin, którego wcześniej nie zauważyłam i... ściana zniknęła! A może jej tam nie było? W każdym razie poleciałam do tyłu wyciągając ręce w górę i upadłam na coś miękkiego. Wydałam z siebie cichy jęk, o który nawet siebie nie podejrzewałam. Nie mogłam rozejrzeć się gdzie jestem, bo coś cienkiego leżało na mojej twarzy. Papier?
- Półtora roku już czekam aż ktoś w końcu wpadnie przez te dziurę - usłyszałam.
Adresat komentarza zaśmiał się cicho. Był to męski głos, a do tego niski i o miękkiej barwie. Ktoś podniósł papier z mojej twarzy, który okazał się być identycznym plakatem jaki był u mnie. Nade mną stał młody chłopak. Istne cudo. Przystojny, o jasnych, średniej długości włosach, które leciutko podwijały się przy końcówkach i zielonych oczach, które patrzyły w przestrzeń. Gdybym stała to jego uroda zwaliłaby mnie z nóg, ale to nie to zwróciło najbardziej moją uwagę. Na całkiem wysportowanym ciele nosił fartuszek i to nie byle jaki, ale fartuszek z napisem "Namiętna mamuśka". Uniosłam się niepohamowanym śmiechem. Zauważyłam jeszcze, że w reku trzyma chochle (duża łyżka do zupy), co jeszcze bardziej mnie rozbawiło. Cały stres z dzisiejszego dnia wyparował.
- Ej! Przestań! To nie moje! To prezent, zabrałem siostrze, wpadło przez okno, sąsiadka powyżej wyrzuciła...
Śmiałam się i śmiałam i dopiero po chwili zauważyłam, że siedzę na jego łóżku. W końcu skończyłam, a on rzucił fartuchem w kąt.
- Hej. Jestem Yoh. Chyba cie tu jeszcze nie widziałem.
- Jestem Ayane. Wczoraj się wprowadziłam. Sorki, nie wiedziałam, że tu jest dziura i to... dość spora - powiedziałam unosząc plakat w górę.
- Nie szkodzi, ale widzę, że zrobiłem niezłe pierwsze wrażenie, ale lepiej żebyś zapomniała wszystko co tu widziałaś. Ten widok jest tylko dla wybrańców A co do dziury... Chyba jesteś pierwszą osobą, od kiedy tu mieszkami, która zauważyła że jakaś tu jest. Mamy łóżka obok siebie, ale mam nadzieje, że nie przeszkadzało ci moje chrapanie?
- Aaaaaa... A ja myślałam, że to w rurach tak trzeszczy - spojrzałam na jego minę - Haha. Żartowałam. Nic nie słyszałam. Miło mi poznać i w ogóle, ale przede mną jeszcze góra pracy domowej.
- Ok. Jakby coś to zrobiłem spaghetti. I to chyba za dużo. Sąsiadeczka zechce, to sąsiadeczka dostanie.
Skierował chochle w stronę wielkiego, parującego gara.
Skierował chochle w stronę wielkiego, parującego gara.
Przypomniał mi się fartuch i parsknęłam śmiechem.
- Nie dzięki, ale "Namiętna mamuśka" jakoś mnie nie zachęca. Na razie!
Z powrotem przepełzłam przez dziurę i aż westchnęłam. Rozmawiałam normalnie z chłopakiem i nie powiedziałam nic głupiego! Tego jeszcze nie było! Pomyślałam, że trzeba będzie rozwinąć nieco te znajomość.
Aaaaa! Tak czekałam aż Yoh się pojawi! I... Rozwalasz mnie tym fartuszkiemXD nie polubiłam Laeti taka sztuczna i wykorzystuje Ayane-,- cieszę się że Inori i Ayane w końcu się poznały! I Ayane od razu się na niej poznała. Coś czuje że ona ma tragiczną przeszłość i nie potrafi sobie z nią poradzić a Ayane? Jak na razie niewiele o miej wiem ale mam nadzieję że się dowiem:-D
OdpowiedzUsuńKimi-chan