Hej! Z tej strony Ayanami!
Mam nadzieje, że notka się spodoba. Nienawidzę początków -.- Nigdy nie wiem co napisać, ale sprawę ułatwiła mi Yami-chan, która napisała wszystko jako pierwsza.
(Serio jestem wdzięczna!)
WAŻNE! To ona mnie w to wciągnęła, wiec jak się mój styl pisania nie podoba to zażalenia do niej :D Mamy tu dziwne czcionki, w sensie mała, średnia, duża itd. w czym mała jest za mała, a średnia za wielka. Jeśli będzie dla was niewygodna to zmienię! Tylko pisać proszę, bo się sama nie domyśle. Pozdrawiam
Ayanami
- Wymiana międzynarodowa? - zawołałam.
- Tak. Pojedziesz do Ameryki, do Denver. Masz dobre oceny, poza tym twoi opiekunowie wyrazili już zgodę. Chyba, że nie chcesz, ale jestem pewna, że dasz sobie radę. Poza tym to będzie bardzo dobry krok w twoją przyszłość. Chyba, że nie chcesz to wtedy weźmiemy kogoś innego na twoje miejsce.
- Nie, nie chcę, ale to tak nagle. Nikt mi nie powiedział..., ale chętnie pojadę.
Tak właśnie miała zacząć się największa przygoda mojego życia. Leciałam samolotem prosto w stronę tak odległego od Japonii kraju jakim jest Ameryka. Nieznanego dla mnie świata i ludzi. Pozostawało niezadane pytanie... Czy sobie poradzę? Chętnie wyrywałam się w każdy możliwy sposób z okrutnych macek mojego życia, ale czy będę tęsknić? Te myśli zaprzątały mi głowę. To niezdrowo martwic się już zanim się doleciało, czyż nie? Rozejrzałam się dookoła. Samolocik był mały i ciasny. Nie stać mnie na takie podróże, wiec nie oczekiwałam żadnych luksusów tym bardziej, że sponsorem była szkoła. Dawniej moim marzeniem było przelecenie się prawdziwym samolotem i obejrzenie puszystych kłębków chmur od góry. Teraz... błagam niech to się już skończy! Moje uszy! Od wzrostu ciśnienia zaczęły się zatykać i bolec. Auc! A tu jeszcze trzeba lądować. Eh... Tuż obok mnie siedziały dwie staruszki i zszokowane patrzyły na moje włosy. Rozumiem je. Nie zawsze da się widzieć niebieskie włosy. Nie moja wina! Mam je od urodzenia i, mówiąc szczerze, uwielbiam je, mimo że były sprawcą paru niemiłych sytuacji w mojej szkole. Tyle spraw i to zaledwie w jeden dzień! Postanowiłam się przespać.
***
W ciemnościach przedzierałam się przez krzaki pełne ostrych kolców, które raniły moją skórę. Gdzie byłam? Nieważne. Teraz musiałam... Zrobić co? Po co ja tu jestem? Czemu...?
- Ayane! Ayane! Pomóż mi!
- Toshi! Gdzie jesteś?! Toshi!
Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Nic już nie widziałam. Ostry ból w czaszce ogłuszył mnie na dostateczne długo bym nie widziała tego co wydarzyło się tuż przed moim bezwładnym ciałem. Uchylając lekko powieki dalej nic nie widziałam. Wyczułam tylko wszechogarniający zapach rdzy. Zapach krwi.
***
Wyrwałam się ze snu. Kolejny raz. Ten sam sen śnił mi się praktycznie zawsze w tym samym czasie. Czy to był sen? Wygląda wyjątkowo realistycznie i za każdym razem widzę coraz więcej. Nie miałam już czasu o tym myśleć, bo już po chwili zaświecił się przycisk zapięcia pasów. Lądowaliśmy w kraju przemysłu. Już po chwili wezwano mi taksówkę i pojechałam do nowego mieszkania. Tyle godzin lotu, prawie 2 godziny jazdy, późna godzina, a jutro szkoła... Nowa szkoła. Weszłam do nowego mieszkanka. Było ładnie urządzone. Stylowe i eleganckie. Połączenie czerwieni, szarości i bieli na ścianach, a meble w odcieni bieli. Obok łóżka stała duża, biała, rozsuwana szafa z naklejonymi czarnymi nutkami. Obok miała szufladki, w których najchętniej położyłabym książki. Łóżko usłane było białą pościelą, a na niej leżały czerwone jaśki (małe poduszeczki, dla niewiedzących). Drewnianego biurka i kręconego(?) krzesła również nie zabrakło. Do tego parę szufladek, półeczek i dywaników i wnętrze sprawiało oniemiające wrażenie. Nie wiedziałam, że szkołę stać na takie pokoje, no ale w sumie skoro zaoszczędzili na locie. Postanowiłam położyć się spać od razu, a naszykować wszystko rano. Nie miałam czasu na rozpakowywanie. Odleciałam chwilkę po ułożeniu głowy na poduszkę.
***
Oczywiście jak co rano pobudka była istną torturą. Tym bardziej, że nie miałam pojęcia, na którą był autobus! Musiałam pójść dużo wcześniej. Tu, w Ameryce, nie obowiązywały żadne marynarskie mundurki, wiec ubrałam się po prostu w zieloną koszule w kratę i zwykłe dżinsy. Zapakowałam plecak książkami bez znaków kanji(!) i wyszłam.Trzeba się jeszcze dopytać jak dojść na dworzec lub autobus. Zaczepiłam jakąś miło wyglądającą panią, która dokładnie opisała mi drogę. Znam nieźle angielski, ale muszę jeszcze nauczyć się mówić bez akcentu. To chyba nieco tą panią rozśmieszyło. Mam tylko nadzieje, że nie pomyliłam lewo i prawo. Te dwa słowa zawsze mi się myliły. Udało mi się zadziwiająco dojść od razu. Faktycznie musiałam dość długo czekać na swój odwóz, ale na szczęście wzięłam książkę. Wchodząc na pierwszy schodek prowadzący do szkoły już czułam dreszcze na plecach. Postanowiłam się uśmiechnąć żeby nie wystraszyć nowych kolegów i koleżanek, ale chyba średnio mi to szło. Poszłam prosto do sekretariatu. Jak to było po angielsku? Aha! Znalazłam! Zapukałam i weszłam. Miła pani za biurkiem podała mi rozpiskę lekcji i małą mapkę prowadzącą do klas. Klasa numer 213. 213,213,213... O! Na drugim pietrze! Było jeszcze chwile przed dzwonkiem, ale wychowawca siedział już w klasie i pisał coś w dzienniku.
- Emm... Przepraszam?
Wychowawca odwrócił się w moją stronę. Miał bardzo miłe spojrzenie i łysawą głowę.
- Jestem nową uczennicą z wymiany z Japonii. Nazywam się Ayane Takanashi. Wygląda na to, że to jest moja klasa.
- Tak, tak już wiem, że są 2 nowe osoby w mojej klasie. Nic się nie martw zapowiem cie - uśmiechnął się miło.
- Och? To nie jestem ja jedna?
- Nie jest jeszcze hmmm... Tetsu Aida. Przed chwilą gdzieś poszedł. A poza tym mamy jeszcze jedną uczennice z Japonii, wiec nie musisz się martwic. Na pewno się zaklimatyzujesz. Jak chcesz to możesz już sobie usiąść albo obejrzeć szkołę.
- To cudownie! Chyba się jednak przejdę. Później nie będę się gubić. Dziękuję bardzo!
Wyszłam z klasy. Niby szkoła jak szkoła, ale to zawsze coś nowego. Poza tym to nie o szkolę mi chodziło, a o uczniów. Zaczynali się już powoli schodzić. Były cheerleaderki, sportowcy, kujony, emosi, muzycy, buntownicy... Jak w każdej szkole, ale nigdzie nie znalazłam nikogo z moich stron. Zadzwonił dzwonek. Wychowawca stał przy drzwiach razem z chłopakiem z wymiany. Był wyjątkowo przystojny. Uśmiechnęłam się do niego. Wyglądał na dosyć zdziwionego moją osobą, ale również się uśmiechnął. Weszliśmy do klasy, a wszystkie oczy zwróciły się na nas. Nauczyciel przedstawił swoją formułkę, myślałam, że bardziej się przyłoży, i kazał nam usiąść. Wszyscy wydawali się bardzo mili. Może oprócz kilku osób, ale poza tym klasa udana! Wychaczyłam nawet drugą Japonkę! Ten dzień zapowiadał się naprawdę miło!
Ufff... Skończyłam :D