poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział VI

Uaaaaa!!!! Reaktywacja! Wielki powrót! Strasznie się ciesze, że znowu się spotykam z moimi robaczkami (czyt. z Wami (n_n))
 Yami o mnie wspomniała co strasznie mnie cieszy. Byłam  pewnie paskudną mendą, która na skype pisała mniej więcej:
"Dodaj notkę ok?
Ej ale poważnie dodaj, bo mam za dużo weny.
Dodaj, bo WYBUCHNĘ!"
Ps. Tak dawno nie pisałam, że w ogóle nie pamiętam co ja chciałam za historie napisać. Będę musiała improwizować za co z góry strasznie przepraszam (;_;) Krótko mówiąc moja tzn. "wena" się skończyła ;(
Rozdział krótki, nudny i bez sensu. Pewnie jeszcze pełen błędów.
Wybaczcie T.T
Ayanami

Usłyszałam pukanie do drzwi. Cała moja rodzina siedziała przed telewizorem i nikt nie wykazywał ochoty podniesienia się z kanapy i podejścia do drzwi, w celu otworzenia ich dla gości. Była dość późna godzina. Dochodziła północ. Gości o tej porze się zazwyczaj już nie wpuszcza, więc siedzieliśmy spokojnie i czekaliśmy aż natręt sobie pójdzie. Kiedy odgłos pukania doszedł do nas po raz szósty mama posłusznie wstała z głośnym westchnięciem, podejrzewając, że natręt to najpewniej jedna z pijaczyn, które krążyły czasem po osiedlu. Wkurzający, ale nieszkodliwi. Usypiający na jej kolanach Toshi pociągnął ją za skraj spódnicy. Spojrzała w moją stronę błagalnym wzrokiem. Westchnęłam łudząco podobnie co ona. Czego się nie robi dla własnej mamy? To po niej odziedziczyłam swoje niebieskie włosy. Jej, w przeciwieństwie do moich, były proste jak druty i nadawały jej twarzy tajemniczy wygląd. Moja mama byłą przepiękną kobietą. Ciepłe, łagodne, zapełnione uczuciem i miłością oczy, pełne usta zastygłe w wiecznym uśmiechu i te cudne figlarne dołeczki w policzkach. Figura zawsze bez zarzutu. Zaokrąglone kobiece kształty, a przy tym płaski brzuch i szczupłe uda. Toshi, nie licząc włosów, był jej lustrzanym odbiciem. Zawsze uważałam, że wyrośnie na przystojniaka. Idealny książę gdyby tylko nie jego chuderlawe nóżki i dziewczęce cechy. Ja natomiast odziedziczyłam urodę po tacie. Siwiejącym już Puchatku. Kochany Grubasek, Kubuś Puchatek tak często go nazywaliśmy, a on udawał obrazę. Dobrali się z mamą idealnie. Oboje spokojni, optymistyczni i zbyt ostrożni. Przedstawiałam moich rodziców zawsze w idealnym świetle, ale dla dziecka to rodzic jest tą idealną osobą, opoką, do której chce się upodobnić. Wychodząc z salonu jeszcze słyszałam tubalny, głośny śmiech taty. Otworzyłam szeroko drzwi chcąc już zaczynać kłótnie z pijanym mężczyzną, którego zapewne znałam z z okolicy. Uśmiech szybko zniknął z mojej twarzy kiedy ujrzałam dwie zakapturzone postacie od których czuć było złem, złością i śmiercią. Ich czarne, długie do ziemi płaszcze w niektórych miejscach były ubrudzone czymś lekko brunatnym. To nie było błoto ani czekolada, lecz krew. Nie zdążyłam zrobić nic więcej jak tylko spojrzeć na nich. Nie wiem nawet czym zostałam uderzona. Poza bólem pamiętam tylko, że zsuwając się na ziemię, ujrzałam ciemne adidasy, usłyszałam przeraźliwy pisk i po pomieszczeniu rozległ się dźwięk rozbijanego szkła.

***

Zerwałam się z łóżka łapczywie łapiąc oddech. Dusiłam się przez własne łzy, które połykałam. Znowu to samo. Ten sen. Ostatnimi czasy śnił mi się coraz częściej. Było to najpewniej spowodowane przeprowadzką do nowego miejsca, tak daleko od domu. A przecież codziennie odwiedzała mnie ulubiona nauczycielka, która sprawdzała czy wszystko jest w porządku i czy nie robię czegoś zabronionego. Ogarnięta drgawkami i histeryczną czkawką zsunęłam się z łóżka i poszłam do kuchni po szklankę wody. Złapałam jeszcze tylko paczkę chusteczek na wypadek gdyby sytuacja miała się powtórzyć i ruszyłam do łóżka, aby ponownie zawinąć się w kołdrę. Spojrzałam na zegar na ścianie. 01:26 - sobota. Miałam jeszcze naprawdę dużo czasu do pobudki. Ułożyłam głowę na poduszce i usłyszałam cichutkie:
- Hej? Wszystko ok?
Moja histeryczna czkawka od razu minęła. Dopiero po chwili przypomniałam się z kim mieszkam po sąsiedzku do tego z  dziurą w ścianie. Wyobraziłam sobie wszystkie jęki, które wydawałam przez sen, płacz i szloch, pewnie jeszcze skopałam ścianę, jeśli nie jego samego przez dziurę. Słyszał wszystko. Oblałam się ogromnym rumieńcem, którego w ciemności nie było widać.
- Tak. Przepraszam, to zły sen. Nie przejmuj się.
- Chyba naprawdę zły, skoro tak krzyczałaś.
- Krzyczałam? - wstydu oszczędź!
- Trochę wywijałaś i spadło mi parę moich niezwykle cennych rzeczy z półek, ale chyba wygoniłaś wszystkie myszy z rur.
Parsknęłam cicho.
- Wiesz, słyszałem, że złe sny przechodzą kiedy je komuś opowiesz - usłyszałam po chwili.
- To... To nic wielkiego. Tylko jedno nieprzyjemne wspomnienie.
Tak. To wydarzyło się naprawdę, ale nie miałam ochoty nikomu o tym opowiadać. Zwłaszcza osobom, które znałam zaledwie od tygodnia. Myślę, że zrozumiał, bo nic nie odpowiedział. Usłyszałam dźwięk zapalanej zapalniczki i zapach dymu.
- Dasz radę znowu zasnąć? - zapytał.
- Raczej nie.
- To w takim razie porozmawiajmy.
- Pewnie, ale o czym?
Zaciągnął się głęboko dymem. Chwilę trwało zanim w końcu zapytał:
- Czy... podoba ci się u nas w szkole?
- Tak, jest bardzo miło. Ludzie też. No, może nie wszyscy, ale tacy zdarzają się w każdej szkole. Nauczyciele także są gorsi jak i lepsi. A ty skończyłeś już szkołę?
- Skąd wiesz, że nie chodzę do innej?
- Powiedziałeś "do naszej".
Sama nie wiem jak, ale wiedziałam, że się uśmiecha.
- Wiesz, są takie chwile kiedy masz dosyć i nie możesz ciągle robić tego samego dzień w dzień.
Odwróciłam się w stronę dziury.
- Rzuciłeś szkołę?
- Mhmm...
- Kiedy?
- Pod koniec drugiej klasy.
Zamilkłam. Co mogłam mu na to odpowiedzieć. Pochwalić? Zrugać?
- Tęsknię za szkołą, ale nie mogę tam wrócić, a właściwie to nawet nie chcę. Wiem co potrafię i wiem, że odrobina własnej inteligencji wystarcza żeby poradzić sobie w życiu.  Życie to szkoła. Nie sztuka powiedzieć przy wszystkich w klasie głośne "Jestem!". Trzeba jeszcze tam być. Poza tym każdy dzień szkoły skraca życie o 6 godzin.
- A każdy papieros o 5 minut.
Prychnął cicho.
- Zadziora.

***

Nie mam pojęcia kiedy udało mi się zasnąć. Rozmawiałam z Yoh'em jeszcze przez pewien czas. Szybko zakończyliśmy temat szkoły. Rozmowa kręciła się tylko wokół mojej osoby. Yoh był ciekaw wszystkiego. Moich stopni, sytuacji w Japonii, przyjaciół, zainteresowań. Można powiedzieć, że wiedział o mnie już prawie wszystko. Nawet mój aktualny ulubiony kolor. W tym przypadku krwisto czerwony. Starałam się także pytać o jego osobę, zainteresowania, co robi zamiast chodzenia do szkoły itd., ale słysząc jego odpowiedzi w stylu: tak, nie, nic ciekawego, zrezygnowałam. Byłam zmęczona, ale też bardzo zainteresowana intrygującym sąsiadem. Miałam tylko nadzieję, że nie zaczęłam pochrapywać podczas gdy on do mnie jeszcze mówił i najpewniej czekał na odpowiedź. Chciałam go rano za to przeprosić, ale nie było go kiedy wstałam. Zdziwiło mnie to, ale nie kiedy spojrzałam na zegar, który wskazywał 13.23. Mój poranek był bardzo krótki. Obudziły mnie okrzyki kłótni z spod okna, a widząc godzinę zerwałam się jak oparzona z łóżka, ubrałam się, złapałam suchy chleb i torebkę, zerknęłam do Yoh'a przez dziurę w ścianie i wyszłam. Miałam wielkie plany na ten dzień, czyli po prostu pozwiedzać miasto i iść na większe zakupy. Przy okazji wysłać jeszcze kartkę rodzinie. Nie myśląc za wiele po prostu poszłam przed siebie podziwiając Denver. Ogromne miasto, setki ogromnych budynków, tysiące ludzi i pełno różnorodnych stoisk i sklepów. Podchodząc do najbliższej wystawy z kolorowymi koszulami i widząc ich ceny, pomyślałam, że najlepiej byłoby poszukać jakiejś pracy. Jak większość dziewczyn uwielbiałam zakupy i marzyłam tylko o nowych trampkach i dżinsach. Widząc stan mojego portfela przeraziłam się. Jedzenie i czynsz zapewniała mi szkoła, ale jedzenie, środki czystości itp. musiałam zapewnić sobie sama. Nawet moje oszczędności, z pracy na kasie, na pół etatu, przywiezione jeszcze z Japonii, nie wystarczałyby na wiele. Nie chciałam prosić rodzinę o pieniądze. Całkiem nieźle sobie powodzą i zawsze miałam to czego potrzebowałam, ale chciałam własnymi pieniędzmi płacić za rzeczy, których tylko ja będę używać. Jest to całkiem przydatne. Nikt nie mówił mi jaki powinnam mieć styl. Poza tym tanie rzeczy często są lepsze od droższych. Sama często nie mogłam się nadziwić jakie perełki znajdowałam w ciucholandach. Tym razem weszłam, jednak do butiku w galerii. Długo to trwało, ale w końcu kupiłam sobie legginsy w czarno-białe norweskie wzory, koszulę dżinsową z czarnymi naszywkami na łokciach i czarnym kołnierzem i nowe trampki za kostkę w kropki. Skoczyłam jeszcze kupić sobie koszulę nocną z napisem "Good morning my Prince" i skończyłam zakupy. Nie miałam ochoty wybierać jeszcze bielizny, którą także miałam w planach. To zawsze zajmowało za dużo czasu i postanowiłam, że zakupię ją w przyszłym tygodniu.Rozejrzałam się po galerii. Była godzina 15.44. Zdziwiłam się, że nie widziałam nikogo znajomego. Usiadłam w kawiarni i zamówiłam lody o smaku czekolady ze śliwkami. Byłam zadowolona ze swoich zakupów, ale jednocześnie czułam się nieco samotna. W Japonii miałam kilku bliskich przyjaciół, z którymi chętnie wychodziłam co weekend. Natomiast w ludzie w galerii patrzyli na mnie jak na dziwoląga, zapewne przez kolor moich włosów. Nie było to przyjemne, ale możliwe do przyzwyczajenia. Sięgnęłam po torbę z zakupami i powoli chciałam się kierować w stronę wyjścia kiedy zauważyłam profesora Jacksona, który maszerował wojskowym krokiem z rodziną tuż obok mnie.
- Witam, panie Jackson.
Mężczyzna odwrócił się powoli i zjechał mnie od góry do dołu swoim groźnym spojrzeniem. Nie znałam wtedy jeszcze okrucieństwa nauczyciela, ale w momencie kiedy przyglądał mi się uważnie, czułam tylko chłód, który zionął od jego osoby.
- Ktoś ty? - wysyczał.
- Ja... Ja jestem nową uczennicą. Miałam z panem już jakieś trzy lekcje.
- A no tak tych odrażających niebieskich włosów nie da się zapomnieć.
Odrażających?
- Takanashi, tak? Mam nadzieję, że na następną lekcję twoje włosy będą miały już normalny, ludzki kolor. Chyba, że chcesz się upodobnić do potworów zwanych shiki.
Upodobnić? Jak to? Jak kolorowe włosy mogły być powiązane z shiki? Wolałam o to w tym momencie nie pytać zwłaszcza kiedy patrzyłam w groźne, małe oczy Jacksona. Odparłam pod nosem, że zrobię to co w mojej mocy i nagle między ludźmi mignęła mi twarz Inori. Stanęła obok Jacksona i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Hej Inori, co u ciebie? - powiedziałam z uśmiechem w jej stronę.
Kiwnęła mi leciutko głową dając mi do zrozumienia, że dobrze i uśmiechnęła się nieśmiało. Ja również uśmiechnęłam się do niej i mruknęłam:
- Muszę już iść. Mam nadzieję, że pogadamy jeszcze w szkole to do zobaczenia. Do widzenia panie Jackson.
Jackson ponownie przyjrzał się mi, a potem swojej córce i nic nie powiedział, ale gdy odeszłam na parę kroków i odwróciłam się w ich stronę nauczyciel syczał coś do córki z groźnym, wręcz morderczym wyrazem twarzy. Miałam nadzieję, że to była tylko moja wyobraźnia i wyszłam z galerii. Ruszyłam do domku w planach mając tylko leniuchowanie przez cały dzień i rozmowę z sąsiadem.

Jeeeezu jaka nudna! Przepraszam, ale minęło tyle czasu, że cała moja wena się gdzieś ulotniła. Mam nadzieję, że ją wkrótce złapię. Dziękuję za czytanie i posyłam buziaki :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz